Blog
Daleko blisko
Wojciech Sadurski
Wojciech Sadurski prawnik, publicysta, pracuje...
132 obserwujących 435 notek 1437515 odsłon
Wojciech Sadurski, 21 lipca 2007 r.

O kulturze dyskusji

Sobota jest w wielu znanych mi domach „dniem gospodarczym”, przeznaczonym na rozmaite porządki domowe, a zatem dziś, przy sobocie, chciałbym też zająć się naszym gospodarstwem, a mianowicie kulturą dyskusji w Salonie24. Przydarzyło mi się bowiem w ostatnich dniach coś dość osobliwego – doświadczeniem tym chciałbym się z Państwem podzielić, a następnie wyciągnąć zeń stosowne wnioski.

Otóż w dwóch niedawnych wpisach obszedłem się, nie zaprzeczam, dość złośliwie z pewnym autorem, którego nazwiska nie chcę tu przytaczać, by nie przysparzać mu niepotrzebnie dalszych nieprzyjemności, więc nazwę Go tu po prostu X. Moje złośliwości ściśle były związane z meritum jego wywodów, które uznałem – słusznie bądź niesłusznie, tu już można dyskutować – za szkodliwe i bezsensowne, a ponieważ za moją misję tu w Salonie uznaję walkę z poglądami bezsensownymi i szkodliwymi (tak jak je, oczywiście rozumiem, a w tym rozumieniu wielu się ze mną nie zgadza – i bardzo dobrze!), przyjąłem w swej polemice ton ironiczny, prześmiewczy i sarkastyczny. Bardzo łatwo sprawdzić, że – przy całej ironii tam użytej – w moich wpisach nie wpadły żadne słowa obelżywe ani sformułowania wulgarne, a bodaj najostrzejszym wyrazem była „dyrdymała”.

Wielka część krytycznych komentarzy dotyczyła formy, a nie treści, moich polemik: uznano, że daleko przekroczyłem dobry smak, kulturę i właściwy styl. Mówiąc mniej oględnie, oskarżano mnie np. o „szambo”, „gburowatość” i „rynsztok”, a pewien starszy Pan zdiagnozował we mnie chorobliwą złośliwość. (W sumie najłagodniej obszedł się ze mną pewien autor, który w formie poetyckiej, choć częściowo białym wierszem, wyraził przekonanie, że chciałbym wszystkim „życie zasmrodzić”).

Nieproporcjonalność tych oskarżeń do ich podstawy, a zatem nieprzystawalność zarzutów do moich ewentualnych przewin (co, powtarzam, bardzo łatwo sprawdzić, zaglądając do obu moich wpisów) nieco mnie zdumiała. Nie obraziła ani uraziła, bo gimnazjalną panienką nie jestem – ale bardziej zdumiała. Oto okazało się, że dla wielu komentatorów, takich jak „erykk” i inni, którzy normalnie nie powstrzymują się przed najgrubszymi epitetami i wyzwiskami, moja ironia i sarkazm pod adresem X okazała się grubiaństwem tak dalece naruszającym ich naturalną delikatność i zgorszyła ich tak okrutnie, że musieli owemu oburzeniu dać wyraz w komentarzach. W zazwyczaj kakofonicznym i swobodnym środowisku Salonu, żarty o „berle” i „koronie” autora-monarchisty uznane zostały za niedopuszczalną obelgę, w wyniku której subtelna wrażliwość Salonowiczów wystawiona została przeze mnie na zbyt ciężką próbę.

Absurdalność tych zarzutów skłoniła mnie do refleksji nad tym, co mianowicie w moich prześmiewczych wpisach tak strasznie Czytelników wzburzyło, no bo jednak trudno mi przyjąć, że np. taki „erykk”, który całkiem niedawno porównał mnie był do alfonsa a pewnego sędziego ze Strasburga nazwał „człekokształtną małpą”, został naprawdę dotkliwie zraniony moją kpinką, że pewien monarchista pewno sam chciałby zostać królem – może faktycznie żartem nie najwyższego lotu, ale przyznajmy, nie takim znowu agresywnym. Trudno mi też np. przyjąć do wiadomości, że „aztec” (tytuł blogu: Nie ma litości), poczuł się głęboko obolały z powodu mej sugestii, że osoba monarchisty X jest najlepszym argumentem przeciw wprowadzeniu monarchii.

Oto moje konkluzje, które chciałbym poddać Państwu pod rozwagę. Pierwszą i najważniejszą lekcję poddał mi – jak tyle razy już w moim intelektualnym życiu się przydarzało – nieoceniony John Stuart Mill. Omawiając granice wolności słowa, Mill rozważał także i taką oto sugestię, iż wszelkie opinie powinny być dopuszczone pod warunkiem wszakże, że będą wyrażone w sposób umiarkowany i kulturalny. Millowi – filozofowi skądinąd umiarkowanemu i spokojnemu właśnie – ta wskazówka zupełnie się nie spodobała: jeśli miarą wolności słowa, pisał, „ma być obraza tych, których opinie są atakowane, to doświadczenie pokazuje, że obrażają się oni, kiedy tylko atak jest silny i celny, i że każdy oponent, który przypiera ich do muru i któremu z trudem odpowiadają, wydaje im się pasjonatem”.

Otóż jestem przekonany, że Mill trafił tym spostrzeżeniem w dziesiątkę, a bez niepotrzebnej skromności dodam, że tak właśnie tłumaczyłbym niezwykłe rozsierdzenie wielu Komentatorów moimi złośliwościami na temat X. Przypomnę bowiem, że w obu przypadkach chodziło o w sumie bardzo poważną dyskusję o sprawach, które wzbudzają w opinii publicznej duże namiętności. W pierwszej – chodziło o narzucenie Polakom budowy państwa katolickiego (na dodatek – na podstawach explicite anty-demokratycznych); w drugiej – o uproszczony argument, że Unia Europejska stanie się super-państwem w wyniku przyznania jej osobowości prawnej w drodze traktatowej. Moje oba argumenty miały zatem charakter bardzo poważny: w pierwszym – chodziło o polemikę z niebezpieczną (moim zdaniem) koncepcją ustrojową; w drugim – o zwalczanie tendencji do opierania krytyki UE na oczywistej niewiedzy. Nie dziwię się, że oba argumenty musiały wielu użądlić, nie przez ich formę ale przez treść, a metodą okazania swego wzburzenia było oskarżanie mnie o niekulturalną formę argumentu.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • @Autorka Droga i Szanowna Pani Przez stara sympatie zamieszczam komentarz, choc generalnie nie...
  • @Autor Wariactwo nt falszerstw ma charakter profilaktyczny. Nie chodzi o wybory samorzadowe, ale...
  • @Autor W Salonie24 juz nie pisze. Moj staly blog jest obecnie w portalu naTemat.pl. O sprawie...

Tagi

Tematy w dziale